QDU

Hm. No to może coś o sobie, i to jakże optymistycznego:

Mam manię prześladowczą. Każdej chwili w domu, kiedy nie jestem sam, mam wrażenie, że jeśli tylko istnieje taka możliwość, by ktokolwiek z obecnych w mieszkaniu usłyszał jakikolwiek dźwięk dochodzący z mojego pokoju – to z całą pewnością poświęci temu dźwiękowi całą swoją uwagę i czas. Niezależnie więc, czy w domu są włączone dwa telewizory, mikser, odkurzacz i zmywarka, czy też tylko 2 telewizory (zauważyłem, że ani moja matka, ani siostra, nie potrafią egzystować bez hałasu włączonych głośnych urządzeń – nawet jeśli tak naprawdę wcale niczego nie oglądają i nie słuchają) – czuję się śledzony i podsłuchiwany. Nie można swobodnie rozmawiać z nikim przez telefon, bo wszyscy słuchają – a co za tym idzie, wpieprzają się w cudze życie i sprawy, wykazują nadmierne nimi zainteresowanie, albo – nie daj Boże – są gotowi zadawać w związku z tym jakiekolwiek pytania. Jeśli już rozmowa telefoniczna się odbywa, to zawsze z udziałem tzw. elementu zagłuszającego, czyli zestawu audio dużej mocy odtwarzającego muzykę przynajmniej tak głośno, jak ja mówię. Bo nienawidzę jakiegokolwiek zainteresowania osób postronnych moimi sprawami ;P. To też oczywiście jest stosowane zapewne w mocno przesadnym stopniu, ale cóż… Ciekawe, skąd się to wszystko bierze? Bo w dzieciństwie (jak były 2 słuchawki telefoniczne) matka parę razy komentowała moje rozmowy mniejszym lub większym przypadkiem częściowo podsłuchane? To zostawia ślad na całe życie ==’. (Poza podsłuchiwanym nie lubię być też obserwowanym, ani w ogóle widzianym XD). Jeśli głęboko się nad tym wszystkim zastanowić, to pewnie znajdę więcej takich urazów z dzieciństwa odbijających się jakimś echem w moim codziennym życiu ;P Może Freud miał rację? No może nie z naturą urazów, ale na pewno z ich genezą.

Czy pieniądze leżą na ulicy? Jeśli tak, to bardzo proszę mi tę ulicę wskazać. Każda suma będzie spożytkowana ku chwale ludzkości, nauki, rozwoju cywilizacji, której skromną cząstką jestem. Zapotrzebowania na dziś to utrzymanie domeny, może i serwera, zakup paru książek informatycznych i – najchętniej – co najmniej jednego panelu LCD 19” ;P. Tak, wiem, dużo bym chciał. Konkretnie chciałbym móc na jednym ekranie wyświetlać MSDN, a na drugim kod źródłowy, a przy ich czytaniu nie męczyć wzroku [aż tak[?]]. Chciałbym też móc z dumą używać legalnych (komercyjnych, gdy takie są najwygodniejsze) wersji każdego potrzebnego mi oprogramowania. Oj chciałbym… ;) Fajnie byłoby też móc mieścić dane na dysku bez ciągłego przerzucania ich z dysku na dysk i szukania rozpaczliwie „czegoś do nagrania, żeby zwolnić miejsce. Dużo miejsca”… ;)

Książki informatyczne – tu mogę nawet sprecyzować, czym bym nie pogardził ;). Mile widziane coś o programowaniu w C#, ale nie banały typu konstrukcje w języku, bo to można w razie potrzeby łatwo odszukać w C# Language Reference leżącym na moim pulpicie. Wolałbym coś ciekawszego, konkretniejszego, a najlepiej niech ma dużo o programowaniu socketów i połączeń TCP w tym języku ;P. Może być też coś o Windows Presentation Foundation ;). I tak się nie nauczę XD.

Słowo na dziś: meetoism (jateżyzm? ;D).

A także coś, co burzy moją teorię zachowania informacji we wszechświecie poprzez jawne jej zaprzeczenie ;P. Artykuł ten opowiada o tym, jak ważne jest i jak bardzo trzeba usuwać pliki z dysku komputera! Dla dobra zdjęć! Tych pozostałych oczywiście. Może i faktycznie stosowałbym rady w nim zawarte, gdybym… miał aparat ;). Bo co innego móc robić zdjęcia, móc zrobić ileś ujęć i pracować nad tym, by kolejne były coraz lepsze – a co innego móc tylko trzymać te zdjęcia, które ktoś Ci wysłał ;).

Utwór na dziś? Weird Al Yankovic – Barney’s on Fire. ;P [text] [mp3]

Oh boy, Barney’s on fire!
It’s what we’ve always desired
We’ll watch the flames get higher
Just don’t try to put him out
(…)
Oh Boy, Barney’s on fire!
This is our secret desire
We’ll help the flames burn brighter
But don’t you try to put him out

Free Image Hosting at www.ImageShack.usSkojarzenia z pożarem szkoły jak najbardziej prawidłowe. Wybaczcie mi moją obojętność.

yv: (16:39)
iki
juz C stwierdza niezdolność
do pelnienia sloozby wojskowej
ale D to juz ułomni maja;p
np- niesymestrycznie i nieproporcjonalnie zbudowani;pp
(16:40)
w tym momencie
cieszysz sie z tego ze jestes kaleką;p

A cieszę! Ba, wystąpię o zasiłek dla inwalidów i darmowe przejazdy miejską komunikacją publiczną! ;P

Generalnie przed publikacją notki powstrzymuje mnie ten zasadniczy fakt, że iBlog nie działa. Nie działa, bo ma dane do bazy danych wpisane w 10 miejscach, a odwołujące się do nieistniejącej domeny. Kiedyś będzie trzeba go przerobić tak, żeby dało się łatwo zmienić konfigurację bazy, ale przy jednym aktywnym użytkowniku to przecież nic pilnego XD. Notka może poczekać, nabierze mocy urzędowej. XD


Pełen szacunku i podziwu. Dla ludzi codziennie aktualizujących blogi i piszących tyle, ile… y… <brakło mu porównania> ile piszą xD. Bo przecież mnie się nie chce. Dużo mi się o wszystkim myśli, mam swój mały własny świat ^^ (niejeden :P), ale jakoś nie czuję tej wewnętrznej potrzeby pisania czegokolwiek :P. Bo przecież świat będzie taki sam i beze mnie, bez moich słów, więc skwitujmy to gromkim whatever.

Czy wiesz, że (czyli Wikipedia na dziś): Długość penisa

Istnieje szeroko rozpowszechnione przekonanie, że długość penisa u mężczyzny ma bezpośredni związek z jego sprawnością seksualną oraz satysfakcją partnerki podczas stosunku płciowego. Seksuolodzy zaprzeczają temu i podają, że długość normalnego penisa w czasie spoczynku wynosi 6-10 cm, a podczas wzwodu (erekcji) 11-17 cm, podczas gdy długość pochwy to średnio 10 cm (lub wg podlinkowanego tu hasła: od 5 cm do 14 cm (zazwyczaj 6 cm do 8 cm)).

Ile to się człowiek może ciekawych rzeczy w Internecie dowiedzieć ;P.

Od tego tygodnia XXXI LO w Łodzi właściwie zmieniło siedzibę – hostuje nas (wybaczcie moje informatyczne słownictwo ;P) ZSP16 na drugim końcu miasta. Dojazd z 12-17 minut wzrósł mi do 30-60, ale damy raaadę… damy, prawda? Co z tego, że już z góry uprzedzono nas, że jest to szkoła pełna pseudokibiców i zagorzałych fanów Łódzkiego Klubu Sportowego? Uczniowie „elitarnego” (ha, ha) trzydziestego pierwszego naocznie przekonali się, jaka jest różnica między szkołami z dwu różnych końców rankingów. A konkretniej może nie tyle szkołami, co ludźmi. Kurde, zawsze starałem się nie mieć żadnych uprzedzeń typu „jestem lepszy, bo chodzę do lepszej szkoły”. Ale jeśli wchodząc do „zawodówki” numer 1 (ZSP12, które gościło nas maturzystów przez 3 dni wymuszonych rekolekcji) i widzę dwie grupki autochtonów: klasycznych dresów, którzy komentując widok płynącego tłumu niefizycznych używają wyłącznie słów uważanych powszechnie za wulgarne oraz grupkę tak zwanych „plastikowych lolitek” na piętrze… To powoli zaczynam wierzyć w coś takiego jak poziom i stereotypowy wizerunek konkretnych społeczności. Później gości nas ZSP16, gdzie mamy sześciokrotną przewagę liczebną, więc coraz trudniej odróżnić (i znaleźć) „tutejszych” od „swoich”, ale za to wita nas widok ławek i sprzętów szkolnych dużo bardziej zdewastowanych niż w moich poprzednich placówkach oświaty i zawierających znacznie więcej „sportowych sloganów wyrażających sympatie i antypatie do poszczególnych klubów”…

Najciekawsza z tego wszystkiego była dzisiejsza pogadanka profesora Mańko (członek Grupy Trzymającej Władzę w nowej sytuacji (pani Dyrektor jest away)) dotycząca naszego oburzającego zachowania wobec lokalnych uczniów. „Zapominamy, że jesteśmy tu tylko gośćmi i zachowujemy się skandalicznie”. Ba, nie był to zarzut bezpodstawny, podał nawet dwa przykłady naszego potwornego zachowania!
1-o: wozimy się niemiłosiernie i bezczelnie wyjmujemy telefony komórkowe na przerwach na korytarzu, odważając się z nich korzystać (no, widzisz, głupi uczniu! Od korzystania z komórki (w tym wypadku nie tej mózgowej) masz LEKCJĘ!) – Przecież to bezczelnie prowokacyjne zachowanie według tubylców, (czyli jednak przyzna mi Pan rację, że są to dresy i złodzieje?).
2-o: jesteśmy bezwstydni i karygodnie & nietolerancyjnie zachowujemy się wobec siebie na korytarzu. Kiedy widzimy kogoś znajomego następuje „wymiana całusów, jakby nie można było normalnie powiedzieć ‘cześć’ i odejść”. W ten sposób obrażamy uczniów tej szkoły!

Super. Dawno nie czułem się tak bezczelnym ignorantem, jakże ślepy byłem przez te wszystkie lata!…

Damian zajął 3. miejsce w diecezjalnym etapie Olimpiady Teologii Katolickiej. Gratulujemy. Jedzie do Gdańska (a potem może do Rzymu? ;P)


Wiesz, ze żyjesz w roku 2006, kiedy:


1. Niechcący wprowadzasz hasło do mikrofalówki.
2. Od lat nie układałeś pasjansa prawdziwymi kartami.
3. Masz 15 numerów telefonów do twojej czteroosobowej rodziny
4. Wysyłasz maile do osoby przy sąsiednim biurku
5. Nie utrzymujesz kontaktu z rodzina i znajomymi, którzy nie maja maila.
6. Po długim dniu pracy odbierasz telefon mówiąc nazwę firmy.
7. Kiedy dzwonisz z domu wciskasz najpierw 9.
8. Od czterech lat siedzisz przy tym samym biurku, a pracujesz dla
trzeciej z kolei firmy.
10. Dowiadujesz się z wiadomości, ze zostałeś zwolniony z pracy.
11. Twój szef nie umiałby wykonywać twojej pracy.
12. Zatrzymujesz samochód pod blokiem i dzwonisz z komórki do
domu,żeby ktoś zszedł i pomógł ci wypakować zakupy.
13. Każda reklama ma na dole adres www.
14.Wychodząc bez telefonu komórkowego, którego nie używałeś przez
ostatnie 20 lub 30 (lub 60) lat, wpadasz w panikę i wracasz po niego
do domu.
15. Wstajesz rano i wchodzisz na Internet, zanim wypijesz kawę.
16. Odwracasz głowę na boki, żeby się uśmiechnąć.
17. Czytasz to i sie zaśmiewasz.
18. Nawet gorzej; wiesz juz dokładnie, komu to prześlesz.
19. Jesteś zbyt zajęty, żeby zauważyć, ze nie było punktu 9.
20. Przesunąłeś stronę do góry, żeby sprawdzić, ze nie było punktu 9.
A teraz śmiejesz się z siebie!

A teraz zastanówmy się, czemu NIE wydaje nam się, że to już słynny i długo oczekiwany „XXI wiek”:
1. Po mieście wciąż jeżdżą ikarusy z 1986r. Wprawdzie zazwyczaj jeżdżą tylko do połowy Twojej trasy, jeśli już w nie wsiadłeś, ale bywają.
2. Za każdym razem, kiedy „trójka” (tramwaj, dla odmiany) wyjeżdża z krańcówki (dla nie-Łodzian wyjaśnię, że chodzi o pętlę tramwajową), motorniczy zatrzymuje tramwaj na rondzie (tarasując całkowicie przejazd), wysiada, przestawia zwrotnice z użyciem narzędzia zwanego łomem, wsiada i jedzie dalej. Co ciekawe, pozycja zwrotnicy jest wyświetlana na sygnalizatorze.
3. Podczas gdy w Japonii jeśli masz napisane, że o godzinie 10:45 i 32 sekundy na dwunastym metrze peronu zatrzymają się siódme drzwi pociągu – masz pewność, że tak się stanie, to w Łodzi podczas, gdy jest napisane, że o godzinie 8 (8:00 do 8:59) przyjedzie 5 autobusów danej linii – nie masz gwarancji, że w ogóle taka linia istnieje.
4. Komputery w pracowniach szkolnych pełnią funkcję dekoracyjną, a w okresie Dni Otwartych (które w tym roku w gruzach spalonego 31 się chyba nie odbędą…) także funkcję kusząco-podnoszącą-statystyki.
5. Informatyzacja szkoły stoi na wysokim poziomie, ale co i gdzie tak naprawdę jest w bibliotece, czego nie ma i kto co ma – nie wie nikt.
6. Istnieją kserokopiarki niezdolne do powiększania/pomniejszania i używające gruboziarnistego (czyt. wyczuwalnego namacalnie) tonera. Są używane w szkołach.
7. Kraj jest fabryką dobrze wykształconych bezrobotnych ;).


Dziś do bloga dodałem kanał RSS. Jeśli macie jakieś czytniki (ja używam wbudowanych w przeglądarkę) to możecie powiedzieć, jak to wygląda i czy w ogóle działa ;).

Jak co tydzień, dziś pojawiła się cotygodniowa wersja Opery. No i ta wersja przechodzi test Acid2. A ta wiadomość to już szok w najczystszej postaci XD. Co to oznacza dla nas, śmiertelników? Otóż pojawiła się pierwsza(?) przeglądarka, która w pełni obsługuje obecne standardy HTML i CSS. To znaczy, że możliwości stojące przed twórcami stron ogromnie wzrosną, choć pewnie kosztem stopki „for Opera browser only” – Microsoft kiedyś zapowiedział, że… uwaga… nie planuje w IE7 zaimplementować CSS2 i nadgonić specyfikacji. Fajnie. Bo po co, nie? To, że dorzucili obsługę przezroczystych PNG (gdzie mieli chyba z 10 lat zaległości do innych przeglądarek i systemów) to wielki akt łaski i na więcej nie ma co liczyć…


A propos Opery – wczoraj byłem na takowej po raz pierwszy w życiu. Takiej prawdziwej, nie w TV. W Teatrze Wielkim w Łodzi. Wrażenia? Niesamowite. Mówię tu nie tylko o muzyce granej przez orkiestrę teatru – nie zepsutej w najmniejszym stopniu kompresją MPEG i niezniszczonej niedoskonałościami wzmacniacza – ale przede wszystkim o wspaniałej scenografii, dekoracjach, strojach! Zresztą próbkę tego widać na zdjęciu – rzecz się dzieje w starożytnym Egipcie (który zawsze wydawał mi się fascynujący), więc pojawiają się cudowne złocone szaty (tu akurat tych tak nie widać) i przede wszystkim imponujące rzeźby i elementy egipskich budowli (ach…!). Scena teatru jest ogromna, rekwizyty dotrzymują jej kroku. Odpowiednio oświetlone zdają się wciągać widza żywcem w tamte czasy i miejsca.
Zawsze zastanawiałem się, jak to jest z tym językiem oper (niby niektóre mają polską wersję…) – ale na to, że napisy są wyświetlane nad sceną to jakoś bym nie wpadł ;).

Za drzwiami kolejna awantura i wrzaski gówniary. A już miałem dobry nastrój po drzemce. Ja pierdolę ==’. <Zagłusza cały świat muzyką…>

Powiedzcie mi, czy ze mną jest coś nie tak, jakaś ślepota czy coś, ale czy Winamp i Windows Media Player po prostu NIE MAJĄ czegoś takiego jak biblioteka utworów… będących na płytach? Czy nie mogę normalnie przeszukiwać kolekcji MP3, a po wybraniu utworu zostać poproszony o włożenie płyty oznaczonej (…)…? A jeśli już mam program do katalogowania to zazwyczaj potrafi on niewiele więcej ;P. Cóż.

Swoją drogą, to nasz język w zadziwiający sposób zmienia się z fleksyjnego na aglutynacyjny, pomyślałem, analizując toczący się obok mnie dialog.” – taka mała, regularnie powracająca, refleksja zacytowana z „Vlany” Pilipiuka ;).


Wziąłem się za modyfikację skryptów iBloga. Oczywiście od dupy strony, czyli zaczynając od tych skryptów, które i bez tego działają. Po prostu trzeba to i owo ujednolicić ;).

Zupełnie z innej beczki – znalazłem i poczytałem sobie (też niechronologicznie, bo zaczynając od treści właściwej, a kończąc na wstępie) ciekawą koncepcję rozwoju kolejnych wersji Matrixa (i sensu niektórych wydarzeń). Trzeba przyznać, że trzyma się to kupy samo w sobie i z detalami filmu ;). Materiał świeży – w chwili, gdy piszę te słowa, tekst ma trzy dni, a wstęp jest dzisiejszy :).

Autentyczne zdjęcie Pana Prezydenta podczas premiery pewnego filmu. Czyż on nie wygląda słodko, kiedy siedzi? Nie mogę się nie śmiać, kiedy na to patrzę :).

Dla maniaków – może zamiast próbować opanować świat, spróbujecie go zniszczyć?

Dobra, garść ciekawostek z Sieci chyba się skończyła, bo rodzinka wróciła do domu i już nie dadzą mi spokoju :P To niesamowite, jak zniechęcająco uniemożliwiająco w stosunku do czegokolwiek na mnie działają, mimo pozornie niewielkiego wpływu. Żegnam.

PS. Na koniec po ‘małej, szybkiej, brudnej’ i w ogóle ‘brzydkiej’ i ‘be’ poprawce (tytułowy Quick and Dirty Update) wrzucam tę notkę jak jest. A co ma leżeć.

Mindflow

Bolesna świadomość niemożności dążącego do nieskończoności (ew. JUTRA) odkładania napisania kolejnej sensownej i treściwej, a najlepiej także poczytnej notki iBlogowej skłania mnie do refleksji nad systematyką organizacji standardowego życia młodzieńczej jednostki elementarnej społeczeństwa stanowionej przez moją skromną osobę.
Drodzy czytelnicy: KURWA MAĆ.

42

Pisząc te słowa (pada śnieg) uciekam od bolesnej rzeczywistości do świata wirutalnego (tak, to jest stylizacja na pieprzenie mediów, nie podzielam tego zdania), rzeczywstości, która czycha na mnie z jutrzejszym sprawdzianem z języka niemieckiego, wyrokiem z języka polskiego (parenaście opowiadań +, jak dzisiaj się dowiedziałem, powieść), sprawdzianem z kółka matematycznego (?!?! no bez jaj…), rozpoczęciem lekcji o godzinie siódmej rano i tym podobnymi atrakcjami życia uczniowskiego, nadal jednak pozostając pod wpływem nieuniknionym dnia dzisiejszego, objawiającym się powszechnym zmęczeniem po szkole i ciągnącą się od czasu dłuższego niechęcią do świata, zycia, wszystkiego (do 42).

Jak nie należy pisać/żyć

Mam nadzieję, że szanowni czytelnicy nie mają mi za złe, że dzisiaj mam do nich stosunek wyjątkowo przerywany. Przerywany siostrą, lekturą, językiem niemieckim a także Koniecznością. Jednakże zarówno wszystkie czynności jako i przerwy zdają się nieuchronnie prowadzić w jednym i tym samym kierunku – do Nietzschego niczego. Innymi słowy wszystko zdaje się dryfować na falach morza chaosu, cudem tylko unikając potężnych wirów ciągnących świat w dół. Wkurza mnie, że tak jest wiecznie, że nawet jeśli bym spróbował, to w tym domu organizacja życia przy zachowaniu koegzystencji z matką i siostrą nie należy do rzeczy możliwych.
W moim życiu były 2 (słownie: dwa) tygodnie zorganizowane i to do tego stopnia, że dzień zdawał mi się być połowę dłuższy, życie lepsze, a mimo konkretnych godzin – swoboda większa. To były dwa tygodnie mieszkania z ojcem, kiedy matka z siostrą wyjechały do sanatorium. Bardzo dawno, a jednak było to coś pięknego. Teraz absolutnie nie do powtórzenia, co nie zmienia faktu, że byłbym wielce kontent, gdyby te 2 osoby opuściły dom na dłużej po raz wtóry. Tak, wcale nie wadzi mi tak siedzenie zupełnie samemu.

Złośliwość rzeczy martwych

Dzień inny: (kolejna notka rodząca się w bólach, bez znieczulenia)
Mój kochany komputer robi wszystko by mnie zirytować. Wszystkie potrzebne mi programy nie działają, nie zainstalują się lub odmawiają pracy z powodu braku lub złej wersji jakichś elementów. Nowa wersja nie daje się zainstalować, ponieważ jest stara zła wersja, a zła wersja nie daje się usunąć ponieważ „nie i już”. Dodatkowo, kiedy już wersje będą się zgadzać (użycie siły i usunięcie 3 innych rzeczy) to docelowy produkt i tak się nie zainstaluje. I sam nie wie, dlaczego, ale wyśle uprzejmie kolejny raport do twórców, z którego nic dla mnie nie wyniknie (nie, raczej nie zdarza się by te moje błędy poprawiano ==). Ponadto dysk jest pełny, pamięci mało (zaledwie 1 GB, jakże szybko to mu się kończy…), procesor za wolny do normalnego startu paru programów. Stabilność? Konnekt nie lubi się z explorerem, explorer z kodekami, WMP z MP3, (KGB z FBI…), explorer od czasu do czasu musi sobie paść – albo „dla zdrowia, bo dawno nie padł”, albo właśnie dlatego, że nie był restartowany (nie zapisał ustawień) od ostatniej zmiany układu ikon na czymkolwiek. Nero natomiast czeka cierpliwie pół godziny aż zbiorę wszystkie pliki na płytę ze wszystkich zakamarków wszystkich dysków, by ceremonialnie i z hukiem pąść w chwili, gdy każę mu to nagrać.
Człowiek potrzebuje snu. Dużo. Położenie się spać o 23 i wstanie o 6 rano boli. Tzn… Ze wstaniem może i pół biedy, ale być przytomnym i spostrzegawczym przez kolejne ileś godzin to już prawdziwy wyczyn.

Globalna wymiana myśli (telepatia?)

Dyfuzja idei. Niewątpliwie zachodzi. Między wszystkimi ludźmi i przez cały czas. Ja naprawdę wierzę w to, że ludzkie umysły są jakoś ze sobą połączone, i nawet jeśli o tym nie wiemy, to każdy z nas ma w jakimś stopniu „zdolności telepatyczne”. Nie, do cholery, nie mówię, że umiesz czytać w myślach! Jest w życiu wiele takich sytuacji – czy nigdy nie masz tak, że chcesz do kogoś zadzwonić lub trzymasz już w dłoni słuchawkę, a ta osoba w tej chwili dzwoni do Ciebie? Jako dziecko myślałem, że matka se jaja robi/popełnia białe kłamstewka (tak to się nazywało?) mówiąc przy co 3 telefonie „właśnie o Tobie myślałam/miałam do Ciebie zadzwonić”. Ale z czasem, na własnym przykładzie, zrozumiałem, że to jednak dzieje się naprawdę. Szczególnie pamiętam ten jeden wyjątkowy przypadek. Rozmawiałem z (św.p.) babcią o pewnej niesamowicie dalekiej rodzinie, którą zarówno do tamtego dnia (lata temu) jak i do dziś widziałem dwa razy w życiu. To była jakaś moja daleka kuzynka, która wyszła później za mąż za jakiegoś bioenergoterapeutę (który był w którymś numerze trochę zbyt „nawiedzonego” pisemka „Gwiazdy mówią” :P) (dopiero pisząc TĘ notkę dotarło do mnie, że najpierw miała kilkuletnie dzieci, a POTEM brała ślub). No i na tym ślubie (cywilny, porządnym ;P) byłem i jakoś właśnie z babcią kwestię ślubu także poruszyliśmy. I nagle dzwoni telefon. Nie tylko to była właśnie ONA, ale jeszcze dla przypomnienia się wspomniała o ślubie (nie musiała…). To był jedyny raz w życiu, jak gadałem z nią przez telefon ;P
Tak więc normalnym jest, że w jednym czasie lub okresie myślimy podobnie z różnymi ludźmi, nawet obcymi i odległymi. Po prostu nasze myśli są częścią jakiejś wspólnej puli. Tak, jak stacja radiowa jest częścią „eteru” ;). Zresztą niewykluczone, że to właśnie tak działa – mózg każdego z nas działa na zasadzie impulsów elektrycznych, więc może generować jakieś pole, może je też wykrywać ;) cholera wie ;P

Dostrzegam błędy w matrixie. Zacznę od czekającego na swoją wielką chwilę wycinka z gg, dowcipnego bądź [do]ustnego:

ikari: (18:42)
eee <przezycia wew. bohatera rodem z poczatku Seksmisji>
nagle w pokoju spada moneta. sama.
jakies… wewnetrzne niestabilnosci w materii?
koniec cichej walki o rownowage? o_O
zachwianie grawitacji?! XD
MKL: (18:43)
XD
ikari: (18:43)
sojeft? XD
poza tym wolalbym jakby spadala gdzies prede mna niz gdzies za plecami >XD
MKL: (18:43)
mon, SPADLA, to TWOJA – i nie filozuj XD
ikari: (18:44)
>XD

Błąd nr 1: Szyny tramwajowe, zwłaszcza te nowo kładzione, oparte są jak wiadomo o betonowe „belki”. Belki te są produkowane w KUTNIE i odlewane w formie z napisem coś tam „KUTNO”. Widziałem jedną belkę, gdzie literka „T” w słowie „KUTNO” jest do góry nogami, odwrotnie niż pozostałe. I jest to jedyna taka belka, pozostałe sa normalnie. Jak może być odwrócona literka, skoro wszystkie belki są odlewane z jednej formy, a nawet gdyby, to czemu tylko jedna?
Błąd nr 2: Przed moimi oczami, na niebie pojawiła się chmurka. Tak, pojawiła się – w ułamku sekundy, kompletna. Jak w grach, które za późno załadowały jeden obiekt, czy teksturę… Coś tu jest nie tak.
Matrix najwyraźniej nam się sypie, pora na format… ;P

Rzeczywiście dopiero teraz w trakcie rozmowy z Kazia przyszła Wiktorowi ta myśl do głowy, że nigdy nie kochał się w nikim jak wariat. Podkochiwał się, miał romanse, jedna heca zmusiła go do tego, żeby wcześniej wyjść z wojska, niż to zamierzał; gdy pracował w starostwie w Budkach, była pani Zakowa, wszystko prawda. Ale jakie to mizerne wobec tego, co mogło było być.” [„Panny z Wilka”, Iwaszkiewicz]
Czytając te słowa po raz pierwszy, wtóry i kolejne nadal nie jestem w stanie sformułować odpowiedniego komentarza, pozostaje mi więc jedynie przyznać głośno rację tej nie artykułowanej i niewypowiedzianej myśli tradycyjnymi słowami „no nie?!„.

Pamiętacie jeszcze wymianę myśli? ;) Dzisiaj śniła mi się Agnieszka z klasy z gimnazjum (nie widziałem jej odkąd skończyłem gimnazjum XD) i po obudzeniu się… odebrałem od niej wiadomość na gg z rana ;) Jak dobrze pójdzie to napisała do mnie właśnie wtedy, kiedy mi się sniła :)

Świat rzeczy stanął na zrębie…*

Pięć dni. Muszę przeżyć… jakoś przetrwać… wytrzymać… choćby i przeroślinkować, byle tylko już wreszcie minęły…

zbierał mi się materiał na jedną notkę, drugą, to i owo nawet skrobnąłem coby (a może „co by”?! Mój słownik na ten temat milczy), ale wszystko musi czekać…. bo muszę przetrwać >< „”””

* – Chyba za dużo ‚Charakterów’, gdzie z kolei za dużo Mickiewicza w tytułach

Reforma oświaty

ikari (19:43)
patrz
nie bylo mnie dzisiaj w szkole
a dostalem 2 oceny
mogloby tak byc zawsze XD
oceny cząstkowe: w komorze maszyny losującej znajduje się 6 kolejno ułożonych kul, następuje zwolnienie blokady… XD

__
PS. W najblizszym czasie powalcze z archiwum i moze sie pojawia linki :P
PS2. Sąsiad zmarł na raka mózgu….

news

Hm, kartkowka z historii czwartkowa jakos za mna. Na fizyce tez coś napisałem, pewnie źle, zwłaszcza ostatnie zadanie, które policzyłem wprawdzie, ale w sposób kosmicznie różny od tego, którego spodziewałaby się PaniKa*

Jeszcze tylko kartkowka z matmy w poniedziałek, klasówka z matmy w ten sam poniedziałek (godzinę wcześniej?), poniedziałkowy polski (OMG :/), ewentualna poniedziałkowa kartkówka z fizyki (hope not) i nieunikniony poniedziałkowy speech z angielskiego, wtorkowy konkurs z fizyki (alleluja! na polskim!), 2 godziny historii wg N* (:/), środowa kartkówka z chemii oraz pisanie bazy danych na informatyce (pisanie, nie uzywanie…), niemiecki (po sprawdzianie sie nie pyta, praaawdaaa?), czwartkowa historia (rzez jak zawsze), niemiecki :////…, piatkowy angol (wtedy juz na 100% musze miec ten speech, jakby cudem mnie w poniedzialek albo czwartek nie spytano), fizyka :/ no i brak bioli :D

i nadejdzie weekend… bede sie mogl spokojnie stresowac poniedzialkowa recytacja „Ody do młodości” oraz czwartkową geografią (klasówka z mapy politycznej oraz wszystkich stolic, które mam na walających się gdzieś trzech kartkach A4…)

o niczym wiecej nie chce myslec :/…

…poznaję Visual C++, piszę program… ale czy zdążę?

…ide czytac Wertera…