Z życia programisty :(

- Bez sensu, najpierw bez powodu przestało działać, a teraz bez powodu i żadnych zmian w kodzie znowu działa poprawnie…
– I na tym właśnie polega programowanie.Adapted from: GGblog

And computer code never compiled the first time out. The programmers always had to go back and fix the lines. And even after it was compiled, a computer program never ever worked right the first time. Or the second time… Or the hundredth time… It had to be debugged, and debugged again and again
…and again.Michael Crichton, ‚Prey’ („Rój”)

Tym optymistycznym wstępem wprowadzam biednego czytelnika w małą wycieczkę po moim świecie. I moim życiu. Życiu, w którym – szczerze mówiąc – więcej mam pomysłów na to, co „możnaby zrobić” niż czasu, chęci, a najczęściej [czasu i] wiedzy.

Najczęstszą przyczyną braku czasu była oczywiście szkoła – trzeba uczciwie przyznać, że jest ważniejsza, niż własne fanaberie. Drugą – rodzina ;P Tylko kiedy ich tu nie ma można się naprawdę czymś (w skupieniu) zająć – jeśli oczywiście nie strzelę sobie ‚samobója’ i nie rozproszę się rozmowami na gadu. Cóż, life’s brutal :P

Cytując z opisów gg: Samobójstwo mężczyzny: skok z jego EGO na jego IQ. Co właśnie popełniłem przy okazji mojego jedynego własnego i udanego (i rozwijanego) programu, ICQa.
Każda kolejna wersja, jaką oficjalnie zamieszczam w internecie wychodzi na światło dzienne dopiero kiedy mam pewność, że jest na to „dość dobra”, tj. stabilna, wszystko w niej działa, nie zauważyłem żadnych poważnych problemów. Oczywiście niejednokrotnie błędy kochają ujawniać się w chwilę po wyjściu takowej… Tak, jak szwankowanie okna głównego w 5.02 (niemożność powrotu po wylogowaniu / skasowania treści okna). Niemniej jednak zawsze program obejrzę najpierw ja i kilka losowo wybranych osób ;P. Jeśli wszyscy zgodnie twierdzą, że wszystko jest ok – wersja ląduje na serwerze. Później czasem te osoby, które mówiły, że wszystko gra nagle znajdują usterki (gdy jest za późno :P) i błędy są kwalifikowane do poprawienia „przy następnej wersji”.

Tym razem było jednak kilka znaczących różnic. ICeQ 5.03, ukazując się po bardzo długiej przerwie (klasa maturalna), zyskuje funkcję automatycznego raportowania błędów (tzw. wyjątków) zaistniałych podczas pracy programu. Dopracowane powiadomienie mające ukazać się użytkownikom starszych wersji (aczkolwiek nie jestem taki pewien, czy wszystkich) – i program pojawia się w dziale download swojej strony domowej. W ciągu kilku godzin (?) pobiera go 350 osób. A ja na poczcie mam początkowo 20 raportów błędów, a po kilku kolejnych godzinach około 60. I teraz to przejrzyj wszystko, zrozum, ustal przyczyny…
Poukładałem je w kilka kategorii, według tego, czego właściwie dany błąd dotyczy. Długo mi to, prawdę mówiąc, zajęło, tym bardziej, że przy niektórych musiałem znaleźć kontakt z użytkownikiem, któremu dany błąd wyskoczył (a raporty błędów są w tej wersji bardziej niż mniej anonimowe). W ciągu nocy udało się ustalić przyczyny błędów i większość z nich z pewnością poprawić, jednak przy niektórych (jako, że u mnie nie występują) nie mam jeszcze pewności, czy poprawki zadziałają.

Cała sytuacja zadziałała na mnie wybitnie przygnębiająco… (A Fakt, przepraszam, fakt (autentyczna literówka, ale postanowiłem wykorzystać i podpiąć link :P), że FireFox pada mi ostatnio dużo częściej, niż dostaję raport błędu ICQa 5.03 od jednej z tych 350 osób wcale mnie nie pociesza). Nie jest fajnie, kiedy starasz się poprawić wszelkie możliwe błędy, czujesz satysfakcję z tego, co zrobiłeś/łaś, a chwilę później dostajesz masę skarg (od bezdusznych maszyn tym razem), a wchodząc na czat spotykasz tylko opinie „nie działa mi, nie mam już siły, kasuję” (tu akurat nie dowiedziałem się, czemu nie działa – nic więc nie poprawię).

Kwintesencję oddaje dialog:

ikari: (Sobota 03.06.2006 20:49) ciekawe co mial microsoft po wprowadzeniu raportowania bledow.
MKL: (Sobota 03.06.2006 20:57) wiesz, mysle, ze urwanie dupy. ale nie sadze, zeby tam sie tym zajmowala jedna osoba.

Uwaga: Jeśli jesteś w nastroju na pozostawienie komentarza – reszty notki nie czytaj.


Zupełnie abstrahując od wszystkiego, co związane z informatyką, cieszę się, że mam wakacje (bo m.in. wreszcie mogę zająć się programowaniem… ups :x) – żeby jeszcze tylko siostra mniej była w domu i coś… I najbardziej kuszącą perspektywą korzystania z czasu wolnego wydaje mi się całkowita izolacja od wszystkich i wszystkiego.
Bo bardzo chciałbym… odpocząć. Po prostu odpocząć od życia.

Dead God, please make everyone day. Amen.

Ten obrazek już się tu kiedyś pojawiał, ale jego aktualność nie przemija nigdy. Przykro mi! (nie chcę tradycyjnej burzy komentarzy na ten jeden temat (dlatego miałem pierwotnie zamiar w ogóle nie wspominać)).

Ale myślę, że nie będzie źle, jeśli publicznie wspomnę, że gdyby zdarzyło się jakieś całkowite zniknięcie mojej osoby to oznacza to udaną nareszcie próbę całkowitej izolacji. Do tzw. odwołania. Jak to w życiu bywa, właśnie wtedy, kiedy chcesz mieć wszystkich głęboko gdzieś, zawsze znajdzie się ktoś, kto Cię lata (dosłownie) nie widział i akurat teraz musi (pragnie) się spotkać. No ewentualnie ktoś, z kim kontakty poważnie zaniedbujesz, np. ojciec…

PS. Odchudziłem troszkę kod HTML bloga. Może transfer przyspieszy o kilkanaście milisekund.