A co z blogiem?

Co ze mną to już wiemy ;-) A co z blogiem?

Wspominałem już o kosmetycznych zmianach – czcionkę zmieniłem na taką, jaka jest w panelu edycyjnym WordPressa. Ładna. Pasuje mi. Obrazki nowe WordPressowe obsłużyłem (trochę kradnąc mu z CSSa).

Poprawiłem (po długich miesiącach nieświadomości) problem z wyświetlaniem zboczków. Od dziś blog będzie je pomijał tylko i wyłącznie przy wyświetlaniu strony głównej. Dotąd pomijał je zbyt często i nawet przeglądając archiwa czy wręcz kategorię „Zboczki” – nie można było ich poczytać (32 niewidzialne posty!). Przepraszam!
i włączyłem z powrotem wtyczkę „digg-style pagination” – nie mam pojęcia, czemu mogła być wyłączona. Ładna jest i działa.

I naprawdę bardzo bardzo chcę napisać te kilka postów, ale jakoś nie mogę się zmusić ;(

Update 31.07.2008 16:45:
Wordpress 2.6 i LightBox 2:
Ponieważ obrazki WordPressowe aż się prosiły o jakiś LightBox, ściągnąłem i zainstalowałem odpowiedni plugin.  Niemniej jednak zawierał on pewne niedociągnięcia powodujące u mnie wywalenie przez JS błędu:

Błąd: anchor.childNodes[0].getAttribute is not a function
Plik źródłowy: http://blog.ikari.pl/wp-content/plugins/lightbox-2/lightbox.js?ver=2.2
Wiersz: 361

Udało mi się jednak dopisać obejście, które przy okazji okazało się poprawką – plugin sprawnie pobiera opis obrazka. Zamień:

// check for title-less links, and grab image title if needed
stimuli_image_title = "";
stimuli_image_title = anchor.getAttribute('title');
if (!(stimuli_image_title)) {
    stimuli_image_title = anchor.childNodes[0].getAttribute('title');
}
if (!(stimuli_image_title)) {
    stimuli_image_title = anchor.childNodes[0].getAttribute('alt');
}

na:

// check for title-less links, and grab image title if needed
stimuli_image_title = "";
stimuli_image_title = anchor.getAttribute('title');
if ((anchor.childNodes[0]) && (anchor.childNodes[0].getAttribute)) {
    if (!(stimuli_image_title)) {
        stimuli_image_title = anchor.childNodes[0].getAttribute('alt');
    }
    if (!(stimuli_image_title)) {
        stimuli_image_title = anchor.childNodes[0].getAttribute('title');
    }
}

Czyli unikamy wywoływania funkcji dla nieistniejącego obiektu lub istniejącego, a nieposiadającego tejże funkcji. I super, wszystko działa. Zupełnie przy okazji zamieniłem „ważniejszy” atrybut z opisem obrazka na ‚alt’, bo to właśnie w nim WordPress umieszcza właściwy podpis, który chcemy mieć pod zdjęciem.

Przy okazji poprawiłem parę niuansów, jak koszmarnie rozpaprane stare dwujęzyczne notki (jeśli np. wyciągnęło je na główną z archiwum).

Zboczki nadal nie mają ilości komentarzy obok daty powstania wpisu – bo od kilku wersji zniknął odpowiedni tag we wtyczce :( może stwierdzili, że działało to zbyt mało wydajnie.

Także sam blog nie jest od jakiegoś czasu cache’owany – bo to przeciez cache powodował, że niektórzy widzieli informację, że są z innego kraju – jeśli w ciągu pół godziny przed nimi wyświetlił stronę obcokrajowiec. Czy jakoś tak, jak tam sobie skeszowało. Będzie bardziej męczyć serwer, ale spowolnienia w ładowaniu nie zauważam żadnego – to chyba samo przesłanie kodu HTML jest wąskim gardłem.

Troszkę odświeżyłem i odchudziłem także BlogRoll, geek code i kilka linków. Takie tam.

I panel MyBlogLog wyświetla informacje o użytkownikach – po wewnętrznej stronie, tj. lewej lub prawej, w zależności od tego, w którym sidebarze go wyświetlam ;) Natomiast w pojedynczych wpisach „zwinąłem” kalendarz archiwum – bo po co ma tyle miejsca zajmować…

Się przeniosłem.

Nowy hosting. Gdyby cokolwiek na WWW ze mną związanego nie działało jak należy — krzyczeć i machać rękoma.

Wehikuł czasu

Magia cofania się w przeszłość

Nigdy nie lubiłem historii. Zwłaszcza nienawidziłem jej jako przedmiotu szkolnego, na którym próbowano nam wbijać zupełnie do życia niepotrzebne (wiem, wiem, można się kłócić… chociaż ja tam żadnych specjalnych kontrargumentów nie widzę), pozbawione jakiegokolwiek sensu, logiki i związku przyczynowo-skutkowego – słowem, za dużo do zakucia na pamięć.

Ale jednak historiaprzeszłość to dla mnie zupełnie odrębne, a może wręcz odległe pojęcia. Historia to podręczniki i mapy. Przeszłość zaś to ta wydeptana ścieżka, która ciągnie się za nami. Trawa nosząca ślady pojedynczych stóp lub ubity piach mówiący, ile ludzi tędy przeszło (niekoniecznie, jak kto z nich później skręcił…). Przeszłość to te cegły i ten cement, z których budujemy swój mur oddzielający ‚mnie’ od ‚świata’ – swoją osobowość, prywatność, ale i wizerunek z zewnątrz.

Przede wszystkim czas z naszego punktu widzenia biegnie liniowo – i tak oto każdy z nas każdego dnia czyta kolejną stronę w księdze swojego życia. Przeszłość to ten śmieszny stosik po lewej, to, co zostało już przeczytane, co już przeżyliśmy, pamiętamy i czekając na dalszy rozwój wydarzeń, zostawiamy coraz dalej w tyle, czytając do końca. Czy jednak nie kusi czasem, by znów otworzyć wcześniejszą stronę? By przeżyć wybrany fragment raz jeszcze i… dać się zaskoczyć? Czytając te same strony po raz drugi i trzeci odkrywasz za każdym razem coś nowego, gotów przysiąc, że wcześniej tego nie było. Zabawne, ale znając to, co było później, lepiej rozumiesz słowa swojej książki, które pojawiły się wiele stron wcześniej…

Wracanie do tych dawnych słów, najlepiej własnych, zawsze było dla mnie źródłem nowych doświadczeń. Zaskoczenie, refleksja, pochylenie się nad mądrością bijącą tekstu („a dziś taki głupi jestem…”), przytakiwanie… jednak zawsze są to odmiany jakiegoś szoku i jakiejś fascynacji. Bywało, że znajdowałem trafne przewidywania nieprzewidywalnego. Wiecznie aktualne i ciekawe przemyślenia. Żal chwytający za serce, kiedy myślę „dziś już nie umiem tak pisać„, albo „dziś nie mam ani proporcjonalnie większych, ani nawet takich osiągnięć, jak wtedy” (jestem z siebie wiecznie niezadowolony, to chyba o tyle dobrze, że w końcu chcę być lepszy ;)). To zaskoczenie, kiedy widzisz, że minęło kilka lat, stwierdzasz, że w gruncie rzeczy niewiele się pod niektórymi względami zmieniło… Zawsze takie powracanie do tego co było czymś bardzo ciekawym.

Otwórz starą szufladę

Ten blog istnieje od kwietnia 2004r. Jednak czy musi to oznaczać, że nigdy wcześniej nie próbowałem spisywać swoich myśli? Właśnie nie! Zdarzało się pisanie mniej lub bardziej „do szuflady” (choć jednak częściej tej wirtualnej – także dlatego, że tak jest po prostu kilkukrotnie szybciej i łatwiej uchwycić nietrwałą myśl, zanim ta wzbije się do lotu i poszybuje w siną dal… przez okno… nie patrz przez okno, kiedy się obudzisz – powiadają że wtedy właśnie zapomina się sen ;)).

Poczytaj sobie całą fajną resztę tego wpisu »

By nie stać w miejscu

Wind of change znowu zawiał. Wprawdzie pamiętałem, że użyłem już tego anglojęzycznego zwrotu jako tytułu notki, nie pamiętałem jednak, że tak niedawno (listopad 2006). Nie pamiętałem też, że spadł wtedy śnieg (przecież byłem taki zdziwiony kiedy z dnia na dzień pojawił się w styczniu…)

Maniacy i bywalcy pewnie zauważą…

kilka różnic w wyglądzie bloga.

Taa, znowu.

  • Nie ma już „tagegorii™” – umarły śmiercią naturalną. Bo nie będzie już chyba rozwiązania będącego jednocześnie tagami i kategoriami – będą jedne i drugie. Kategorie ogólne, przystępne, by każdy mógł się w nich jakoś łatwiej orientować. Jakie? Nie mam pojęcia. Nigdy nie byłem dobry w projektowaniu, dlatego liczę na cenne sugestie i wskazówki, zwłaszcza od tych potrafiących bardziej ogólnie i na przekroju czasu spojrzeć na tego bloga.
  • Szukanie nie jest guglowe, szukanie jest lokalne. Guglowych nie ma też bannerów z prawej, bo i tak w niczym mi nie pomogą.
  • Śmierć tabelkom-dobrym-na-wszystko. Ze skrajności w skrajność popadając, wszystko na divach zrobiłem. Miała miejsce całkowita rekonstrukcja szablonu (przy zachowaniu jego wyglądu) i większości jego CSSa.
  • MyBlogLog — bardzo mnie kusiło, żeby dać większe avatary i usunąć napisy — wtedy wyraźniej i więcej widać gości. Niestety rozwiązanie okazało się do niczego w obliczu niedziałającego (od 1997r. nie z imiesłowami przymiotnikowymi (dobrze mówię?) piszemy zawsze razem) środkowego przycisku myszki (tj. „otwórz w nowej karcie”) znalazło się na spalonej pozycji. A zaglądaliście kiedyś, jak koszmarny kod generuje ten skrypt? Zarówno MyBlogLog i SPA powinny dać użytkownikom wolną rękę w dziedzinie stylowania kontrolek własnym CSSem. Ponieważ „włącznik” nie pozwolił się oczernić (czyt. wizualnie dopasować do reszty strony), ze SPA się pożegnaliśmy (może tymczasowo…)
  • Obrazek „Kierunek zwiedzania” był prawie tak stary, jak ten blog. Chyba tylko idio ktoś początkujący w korzystaniu z internetu, czytaniu i pisaniu nie jest się w stanie zorientować, w jakiej kolejności wyświetlane są wpisy (albo, że są w ogóle w jakiejś). Kierunku zwiedzania tłumaczyć nie bedę.
  • Filtrowanie tagów jest zbędne, kiedy można je klikać i przeglądać bez tego (już nie prowadzą do technorati – chyba, że klikniemy te małe ikonki tego serwisu znajdujące się obok każdego z nich)
  • Pojawił się tajemniczy panel z opcją logowania… Wszyscy wiemy, co to oznacza: Poczytaj sobie całą fajną resztę tego wpisu »

(r)Ewolucja – zwiastun

Tytułem wstępu

Wprawdzie miała tu się znaleźć inna notka, nie z tych notkowych, a raczej przemyśleniowych, o podobnym tytule (choc chyba wiele do powiedzenia nie mam), aczkolwiek w świetle ostatnich wydarzeń zmuszony jestem podzielić się innymi refleksjami.

Tour de POLChat

Nie jest już zapewne tajemnicą, że wczoraj Dzika, yes2mike i ja wybraliśmy się do Wrocławia, siedziby firm LiveChat i Internet Works, na spotkanie z ich prezesem w kwestiach ogólnopolchatowych.

Po tym, co wcześniej wiedziałem na temat tego wypadu spodziewałem się poznać kilka twarzy stojących za tym przedsięwzięciem, dowiedzieć, czy wreszcie się coś stanie i przede wszystkim dowiedzieć, czy wreszcie będzie można więcej zdziałać.
Ale tego, co usłyszałem, to się nie spodziewałem.

W ogóle przede wszystkim dobrą wiadomością zdawało się to, że ekipy PolChatu i LiveChatu czas rozdzielić, bo doby im nie starczało i wszystko robili na pół gwizdka, zatem PolChat ma mieć ekipę nową. Pod kontrolą niejakiego Krzysia, sympatycznego. Sam prezes chce się angażować jednak głównie w LiveChat, może trochę szkoda.
Co ciekawe, w tę „ekipę” nie wiadomo kiedy wkręcił się już dawno jakiś użytkownik, którego na PolChacie nikt nie zna, ale koleś parł od razu prosto do właściciela, omijając wszelkie grona użytkowniczo-administracyjne PolChatu. Nie lubię, kiedy dzieje się coś takiego i szczerze mówiąc nie mam ochoty dzielić się wszystkimi swoimi pomysłami i opiniami jeśli czyta to nie wiadomo kto. Koleś nikomu nieznany, a od dawna udziela się na PolChatowo-ekipowym panelu dyskusyjnym, który ja pierwszy raz zobaczyłem na oczy. Nie, nie podoba mi się to, mówiłem to już? I nie chodzi mi tu o moje przerośnięte ego (które mogłoby krzyczeć „ktoś pojawia się znikąd i zgarnia więcej niż JA„), tylko o sytuację, kiedy administratorzy serwisu (D&y2m) nie wiedzą, kim jest użytkownik, który pojawił się znikąd i wygłosił kilka kąśliwych uwag w swoim jedynym poście na forum, poniekąd chwaląc się kontaktami z prezesem firmy, a później – jak się okazuje – jest w lepszym kontakcie z ludźmi niż ludzie od lat opiekujący się i administrujący polchatem (j/w) (!). To śmierdzi. Nie wspominając już o tym, że użytkownik ten twierdzi, że wszelkie uprawnienia powinny zostac przekazane nowym, młodym i pełnym zapału ludziom (w domyśle: jemu) (!).

Przede wszystkim zaś momentami przerażały mnie pomysły właścicieli nt. przyszłości PolChatu (a okazuje się, że nagle mają ich mnóstwo, tylko nigdy wcześniej nam o tym nie mówili).
PolChat ma rozwijać się w kierunku tzw. serwisu społecznościowego (taka ‚moda’) – okay, spoko.
Zapewne wiązałoby się to z rozbudowaniem kwestii profilu użytkownika – okay, to może mi się podobać, zależnie od tego, jaką przyjmie formę. Kliknij by zobaczyć moją wizję profilu.
PolChat chce umożliwić użytkownikom założenie bloga hostowanego w serwisie (tu też wynikła pewna techniczna perypetia – chcieli podpatrywać, jak działa API Bloggera, nie wiedząc o istnieniu np. WordPressa, nie wspominając już o tym, że prościej (niż ta 1 opcja) byłoby po prostu napisać własne skrypty. Ja na swoje potrzeby umiałem, a ich sztab programistów nie podoła?). Okay, ale żądam opcji między hostowaniem na PolChat.pl a linkiem do zewnętrznej strony (mój blog, do cholery!).
Jak ja widzę profile użytkowników? Wypociłem przykładowe screeny, pierwszy, z komentarzami oraz drugi, inny przykładowy profil (widać np. różnicę między blogiem PolChatowym a zewnętrznym – albo PolChat nam hostuje, albo zaznaczymy, że już mamy i podamy swój adres. Wtedy ludzie widzą ostrzeżenie, że link prowadzi do strony innej niż PolChat – czyli należy się zastanowić, zanim się kliknie).

Pan Prezes polubił bota… Snikers… (!)… i wpadł na pomysł możliwości wykupienia (za SMS) hostowania bota na PolChacie. Bota – chętnie (KCI, PBM, BNC niech stoją), Snikersa – jezu, czemu!?
Cieszę się, że sprawnie przelicza ilość zainteresowanych użytkowników na tysiące złotych zysku. Czyjego zysku? Hm? Dość wyraźnie zaznaczył, że nie naszego :P

Na ten panel ‚administratorskiej dyskusji’ wciąż nie mam wstępu, ale może to i lepiej, bo po tym wszystkim strach patrzeć, co będzie dalej. Najbarzdiej mnie przeraża… Ach, bo nie wspomniałem jeszcze? Przeraża mnie to, że kusi ich, żeby odejść od apletu javy (a ja bym chciał na nowym serwerze stary aplet + zakładki z nowego…) na rzecz… JavaScriptu. AJAX, bo to teraz „trendy”, nawet jeśli będzie to dużo wolniej chodzić, O WIELE wolniej odświeżać czat (no właśnie – odświeżać, a nie dostawać od razu) i będzie oznaczało koniec serwera i PolChatu, jaki znamy teraz. Jeśli sprawy zajdą tak daleko, to ja się w tym nie widzę O_o…

Pan Maciej zawsze mówi, jeśli ma coś do powiedzenia – czasem ciężko mu wejść w słowo (za to on robi to z ogromną łatwością :P) i powrócić do pierwotnego tematu wypowiedzi ;P

Poza tym ludzie b.sympatyczni. No i wreszcie widziałem Dziką, y2m i rata! ;)
Dwie pierwsze foty: 1, 2, czarno-białe. Więcej niebawem, w komencie. Edit: albo w edicie

Edit 1.1 – pozytywy:

Nie, ta notka nie ma negatywnego wydźwięku, tylko po prostu jestem przerażony :P. Ludzie są bardzo fajni, tylko pomysły mają mocno kontrowersyjne.
Podobało mi się też, że ma być dużo mniej reklam na stronie głównej. I te profile (tzn. zależy jak oni to widzą…) i ew. linkowanie do stron pokojów przy ich nazwach też nie byłoby głupie.

Edit 1.2 – teoria względności

Między Łodzią a Wrocławem jest 199km, z Łodzi do Wrocławia 258km, a z Wrocławia do Łodzi 243km.

Edit 2.1 – diabeł tkwi w szczegółach

Miałem numer biletu czegoś tam na bilecie (prawy górny róg) (do Wro) 066685.
Ostatnia aktualizacja danych mojej domeny? 06.06.06r.

Edit 3 – zapowiadane foty :P

PolChat squad 1, tylko go troche kompresja zjada.
Panią Policjant przyprowadziło do klubu dwóch jegomościów jako towarzyszkę dla solenizanta.
W życiu jeszcze nie miałem tak pustego wyrazu twarzy.
To znowu my ;)